III RockRun Jarocin 2017

RockRun Jarocin 2017 już za nami. 10 września odbyła się III edycja bardzo dobrze (trzeba to uczciwie przyznać) zorganizowanej imprezy biegowej. Tym razem pogoda na bieganie była idealna (ok. 15 stopni) w przeciwieństwie do zeszłorocznego 30 stopniowego upału. Biegacze mieli do wyboru dwa dystanse (10 km lub półmaraton), odbyły się również biegi na krótkich dystansach dla dzieci.
W RockRun wziąłem udział po raz drugi i podobnie jak rok temu postanowiłem pobiec na 10 km. Jak ważny i wyjątkowy jest to dla mnie bieg (ze względu na trasę i kibiców) pisałem rok temu relacjonując II RockRun Jarocin.
Wówczas uzyskałem czas 40:32, który pozwolił mi zająć niespodziewanie wysokie 7 miejsce open, a zarazem 2 miejsce w kat. M30. Teraz moim celem było poprawienie tego czasu i uzyskanie wyniku 39:XX, a więc złamanie 40 min. Tym bardziej, że 3 tygodnie wcześniej to się udało podczas III Biegu Ulicznego „Górka Żerkowska”, gdzie trasa była dużo trudniejsza.
Trasę znałem bardzo dobrze i wiedziałem, że pierwsza część dystansu (5 km z Jarocina przez Annapol do Wilkowyi) płaska i „z górki” pozwala na szybkie bieganie, za co można zapłacić frycowe na drugich 5 km (ta sama trasa po nawrotce w Wilkowyi z podbiegiem do Annapola). Zazwyczaj podczas startów przyjmuję strategię równego tempa bądź negative split. Tym razem postanowiłem pobiec inaczej, wykorzystać profil trasy i pobiec szybciej pierwsze 5 km. I tak też się stało, na półmetku w Wilkowyi osiągnąłem czas 18:42 ze średnim tempem 3:44 (zaledwie 2 s od życiówki na 5 km!). Tam czekała na mnie z bardzo głośnym dopingiem licznie zgromadzona rodzina, która jak rok temu spisała się na medal! (filmik poniżej). W tym miejscu baaaardzo Wam kochani dziękuję! To Wasz doping poniósł mnie z powrotem do mety!
Wracając do opisu przebiegu biegu, na wspomnianym półmetku i zorientowaniu się jaki mam czas zapaliło mi się czerwone światło:)  Wiedziałem, że takim tempem nie jestem jeszcze w stanie pobiec całej dychy. Świadomie zwolniłem, biegłem wówczas tempem ok. 3:50 – 3:55. Na podbiegu przed Annapolem starałem się stracić jak najmniej (ten odcinek pokonałem średnim tempem 4:10). Bieg tak się potoczył, że ostatnie 5 km biegłem sam nie czując się zagrożony z tyłu ale też miałem kilkaset metrów straty do najbliższego zawodnika. Wprawdzie pojawiła się myśl, by spróbować zaatakować na ostatnich dwóch kilometrach ale czując już zmęczenie postanowiłem spokojnie dobiec do mety. Wiedziałem, że cel 39:XX na pewno osiągnę. Nie spodziewałem się jednak, że będzie dużo lepiej, gdyż w drugiej części dystansu już nie zwracałem uwagi na międzyczasy na poszczególnych kilometrach. Kiedy wbiegłem na stadion w Jarocinie, by przekroczyć metę ujrzałem zegar wskazujący 38 minutę! Nie dowierzałem, że jest aż tak dobrze. Ostatecznie zająłem 8 miejsce open i podobnie jak rok temu 2 miejsce w swojej kat. z czasem 38:12 (zobacz wyniki), a więc nieoficjalna życiówka na dychę (niestety trasa bez atestu, a wg Polar M400 brakło 150 m, a więc pewnie wyszłoby w okolicach 39 min).
Na koniec należy oddać organizatorom, że organizacja biegu jak zawsze na wysokim poziomie (bogaty pakiet startowy, kibice no i świetna strefa finishera). Tak trzymać i do zobaczenia za rok!

P.S.
Niektóre zdjęcia dzięki uprzejmości t-run.pl